Przystanek Jezus 2004
Dodane przez Zbigniew Kowalski dnia 06.04.2007
Przystanek Jezus 2004

Autor: Zbigniew Kowalski

Niedziela,16 lipca 2004 wracam ze wspólnotą ,,Woda Żywa” z Kielc, gdzie przechodziliśmy rekolekcje ,,Kurs Pawła”. Jeden z księży Oblatów wracający z nami zachęca mnie abym przyjechał na tegoroczny Przystanek Jezus do Kostrzynia. Powiedział to w taki sposób, że postanowiłem pojechać tam znowu.
Czwartek, 29 lipca 2004 stoję na peronie w Olsztynie wraz z kilkoma tysiącami woodstokowiczami. Czuję się trochę nieswojo. Pasuję do nich jak przysłowiowa ,,pięść do oka”. Dzikie wrzaski, ostre popijanie, zażywanie lub zwyczajne tzw. ,,bycie pod wpływem...”. Czy aby lepiej realizować lansowane hasło Woodstocku ,,miłość, przyjaźń, rock & roll”? Z polskiego na nasze oznacza to ,,sex, drugs (narkotyki), rock & roll” ale widać również porządną młodzież, która poprzestanie tylko na rock & rollu, ... no i może kilku piwkach. Silny oddział policji zabezpiecza wjeżdżający pociąg przed natychmiastową dewastacją oraz młodzież przed samą sobą - aby się nie pozabijała (w innym pociągu jedna młoda osoba zginęła).
Wreszcie ruszamy. Za stacją Iława postanawiam przejść przez cały pociąg, bo mam nadzieje spotkać mego bratanka Marcina, który kilka dni wcześniej zawiadomił mnie e-mailem, że jedzie na Woodstock. Rzeczywiście spotykam go. Jedzie wraz z niedawno poślubioną żoną Anną aby pokazać jej tą imprezę. Jedziemy razem, jako ,,trzeźwa” mniejszość. W duszy modlę się abym mógł nich zewangelizować ale tutaj to niemożliwe, ponieważ głoszenie Dobrej Nowiny nie powinno się czynić w pojedynkę ale w Kościele czyli z innymi ewangelizatorami.
Piątek, 30 lipca 2004, rano. Wysiadamy w Kostrzyniu. Młodzież bardzo się uspokoiła. Po najbardziej rozrabiających widać wyraźnie stan tzw. kaca. Proponuję Marcinowi i Annie, aby zanim udadzą się na pole Woodstockowe, zobaczyli bazę przystanku Jezus przy kościele Najświętszej Marii Panny. Idziemy więc razem. Melduję się w biurze Przystanku Jezus, otrzymuję koszulkę, identyfikator i przydział do grupy ewangelizacyjnej. Idę na nabożeństwo, a moi młodzi znajomi na pole Woodstockowe. Zapraszam ich na mszę do tego kościoła na godz. 18.00 ale w duszy mam wielkie pragnienie spotkania ich wcześniej gdzieś na polu woodstockowym w trakcie ewangelizacji aby im ogłosić Dobrą Nowinę. Nie wiedziałem wtedy, że i sam Jezus miał takie samo pragnienie. Na nabożeństwie znajomy Oblat podbiega do mnie i wita mnie radością.
Piątek godz. 11.00 ewangelizatorzy a jest nas w tym roku ok. 550 osób przechodzą na pole woodstockowe 4 km za Kostrzynem. Ponieważ nie za bardzo mogę dobrać sobie partnera do wspólnej ewangelizacji przyłączam się do grupy młodzieży ewangelizującej poprzez teatr, śpiew i pantomimę. Naszą sceną są piaszczyste drogi pola woodstockowego. Zaciekawiona młodzież przystaje i przygląda się naszym przedstawieniom. Niektórzy nietrzeźwi widzowie próbują nam przeszkodzić poprzez parodię biblijnych scen ale mimowolnie stają się bardzo autentycznymi aktorami scen pokazujących zniewolenie grzechem oraz wyzwolenie, które dokonuje Jezus - nie tylko 2000 lat temu lecz tu i teraz. Część ewangelizatorów rozmawia z tymi którzy zatrzymali się aby obejrzeć scenki.
W końcu stało się to na co miało się stać. Marcin i Anna odnaleźli mnie a raczej ,,Ktoś” ich do mnie przyprowadził. Z uśmiechem proponuję im, że skoro spotkali mnie w to upalne południe w ćwierć milionowym tłumie to może właśnie po to, aby posłuchać ewangelizatorów. Ponieważ nie głosi się Jezusa samemu proszę jeszcze jedna osobę z Przystanku Jezus, aby mi pomogła. Jezus przez nasze słowa rzeczywiście poruszył ich serca i przyjęli Go jako jedynego Pana i Zbawiciela, całkowicie powierzyli Jemu swoje życie. Po pół godzinie rozstaliśmy się serdecznie umawiając się na mszę wieczorną przy kościele w Kostrzyniu.
Publiczne wyznanie wiary w Jezusa i przyjęcie daru Ducha Świętego poprzez modlitwę z nałożeniem rąk jest widocznym znakiem nawrócenia osób ewangelizowanych. Jednak każdy ewangelizator pragnie wiedzieć co się dzieje z tymi , których ewangelizowali, czy to cudowne przeżycie przyjęcia Boga do swego serca, tak bardzo widoczne na twarzy i w słowach ewangelizowanych jest autentyczne. Niestety w tego typu ewangelizacji ,,twarzą w twarz” rzadko kiedy dowiadujemy się o dalszych losach osób zewangelizowanych. Tym razem było inaczej.
Piątek, godz. 20.00. Radosna i żywiołowa msza. Na zakończenie ks. Biskup Dejczak tańczy i śpiewa razem z młodzieżą uwielbiając Boga. Nikt nie chce wychodzić z kościoła. Zastanawiam się czy Marcin i Anna też są obecni. Tak! Znowu mnie znaleźli. Po raz trzeci w ciągu 24 godzin spotykamy się i już żaden z nas nie wierzy ,,przypadkowe spotkanie”. Z radością dzielą się przeżyciami m.in. tym, że nigdy przedtem nie widzieli tańców w kościele.
Sobota, 31 lipca – ostatni dzień ewangelizacji na Przystanku Jezus. Znowu upał nie do wytrzymania, lecz nie możemy przestać ewangelizować. Czujemy się jak żołnierze na wojnie, lecz nie toczymy walki z ludźmi lecz raczej o ludzi, o ich dusze. Jest to rzeczywiście walka na śmierć i życie. Mamy świadomość, że Jezus poprzez nas szuka swych zagubionych owiec, które już nie widać w Kościele, które się nie modlą, które siedzą w więzieniu zniewoleń i grzechu. Rozmawiamy z młodym nauczycielem angielskiego i jego kolegą dysk dżokejem. Chcą od nas odejść a nie mogą, chcą uciec od słów, które mówimy ale niewidzialna siła przyprowadza ich z powrotem do nas, widzimy jak dawno zapomniane pragnienie Boga odzywa się w nich. Bóg zasiewa poprzez nas w nich swoje ziarno. Jaka będzie ich dalsza droga życia? Ewangelizator jest jak rolnik: zaorał i zasiał a Bóg zsyła deszcz i daje wzrost ziarnu.
Sobota, godz. 16.10 wyjazd z Kostrzynia, ale na pewno nie jest to koniec pracy na polu Pana.
Dwa tygodnie później spotkałem Marcina i Annę gdy byłem w odwiedzinach u swej rodziny. Opowiedzieli mi, że również w sobotę byli na mszy w kostrzyńskim kościele. Marcin poszedł tydzień później na dwa etapy pielgrzymki pieszej a teraz koniecznie chcą pojechać na rekolekcje dla młodych małżeństw.
Pan czyni więc dalej to co rozpoczął gdy pozwolimy Mu działać i przemieniać nas, gdy uczynimy Go najważniejszą osobą w swoim życiu.
(imiona opisywanych osób zostały zmienione)

Post Scriptum
Jest wiosna 2007. Marcin i Anna od 2 lat są we Wspólnocie Odnowy w Duchu Świętym i Zespole Ewngelizacji Małżeństw w Warszawie. Prowadzą rekolekcje ewangelizacyjne dla małżeństw pod nazwą Kurs Filipa.