Świadectwo - ewangelizacja uzależnionych
Dodane przez Zbigniew Kowalski dnia 03.05.2017
Gdy stałem wraz z kolegą przed tylnymi drzwiami do Sali Kordeckiego na Jasnej Górze, podszedł do nas mężczyzna w wieku ok. 50 lat. Zapytał nas o ludzi wychodzących z sali. Właśnie odbywała się na Jasnej Górze konferencja na temat ewangelizacji. Odczułem w duchu, że Bóg przysłał nam go, abyśmy doprowadzili go do poznania Jezusa i zaprzyjaźnienia się z Nim. Wtedy nawiązując do tematu konferencji zaproponowaliśmy mu rozmowę o Bogu. Ryszard był alkoholikiem. Wielokrotnie próbował zerwać z nałogiem, lecz wszystkie te próby były bezskuteczne. Właśnie był w okresie abstynencji i żona jego postawiła mu ultimatum: albo pojedzie na Jasna Górę aby uprosić u Boga uwolnienie z uzależnienia albo rozwód i eksmisja z domu.
Rozszerzona zawartość newsa
Gdy stałem wraz z kolegą przed tylnymi drzwiami do Sali Kordeckiego na Jasnej Górze, podszedł do nas mężczyzna w wieku ok. 50 lat. Zapytał nas o ludzi wychodzących z sali. Właśnie odbywała się na Jasnej Górze konferencja na temat ewangelizacji. Odczułem w duchu, że Bóg przysłał nam go, abyśmy doprowadzili go do poznania Jezusa i zaprzyjaźnienia się z Nim. Wtedy nawiązując do tematu konferencji zaproponowaliśmy mu rozmowę o Bogu.

Ryszard był alkoholikiem. Wielokrotnie próbował zerwać z nałogiem, lecz wszystkie te próby były bezskuteczne. Właśnie był w okresie abstynencji i żona jego postawiła mu ultimatum: albo pojedzie na Jasna Górę aby uprosić u Boga uwolnienie z uzależnienia albo rozwód i eksmisja z domu. Kochał bardzo swa żonę i dzieci, lecz był bezsilny wobec nałogu. Przyjechał wiec do Częstochowy, aby prosić Boga za pośrednictwem Maryi o cud uwolnienia z uzależnienia.

Już od pierwszych słów głoszonej kerygmy jego zachowanie zaczęło sie przemieniać. Zniknęła ponura mina, a na jego twarzy zagościł uśmiech. Ucieszył się Słowem Bożym głoszonym przez nas. Słuchał bardzo uważnie, tak jakby każde słowo usłyszane od nas było drogocenną perłą. Zauważyliśmy, że Bóg nie tylko wzbudził w nim pragnienie słuchania Słowa, lecz również potrzebę spotkania i poznania Boga w Jezusie Chrystusie. Kerygma jest właśnie tak skonstruowana, aby do tego spotkania doprowadzić. Nie tylko do spotkania, lecz również poznania Jezusa, zakochania sie w Nim i całkowitego oddania Mu swego życia, po to aby pójść za Nim i pełnić Jego wolę.

Zauważył swój problem: grzech. Zauważył, że jest nie tylko w niewoli uzależnienia od alkoholu, ale również w niewoli grzechu. To grzech braku wiary, ufności i miłości do Jezusa oraz braku całkowitego oddania się Mu. Jego panem były bożki tego świata, a nie Jezus. Uznał swój grzech i niemożność wydobycia się o własnych siłach z niewoli grzechu i uzależnienia.

W ten sposób dał znak Bogu, że jest gotowy na Jego leczenie. Przez głoszenie Dobrej Nowiny prowadziliśmy więc go do najlepszego Lekarza na świecie, do Jezusa, jedynego Pana i Zbawiciela, aby otrzymał łaskę uzdrowienia ciała, psychiki i duszy. Jezus przez swą śmierć i zmartwychwstanie pokonał wszelki grzech, śmierć, szatana. Pokonał również grzech i śmierć Ryszarda oraz wszystko to co go zniewalało. Z jego strony potrzebne było jedynie przyjęcie tej łaski zbawienia przez zawierzenie swego życia oraz siebie samego Jezusowi, wyznając i uznając Go jako jedynego Pana i Zbawiciela. Powiedzieliśmy mu, że z tą decyzją wiąże się obietnica samego Boga, który przez swe działanie wskrzesi go do życia w jedności i miłości z Bogiem. Tylko Jezus, jeśli Mu się pozwoli, może poukładać życie człowieka tak, że osoba ludzka staje się szczęśliwą teraz i w wieczności.

Ryszard z radością zawierzył Jezusowi i wyznał że Jezus jest Panem, przyjmując w ten sposób łaskę zbawienia. Zapragnął również wejścia w głęboką relację miłości z Jezusem w Duchu Świętym. Po modlitwie do Ducha Świętego, nasz rozmówca promieniał wprost szczęściem i radością. Przyjął łaski, dary i moc Ducha, przyjaźń Jezusa i miłość Ojca.

To jest moment w którym człowiek przechodzi na stronę Jezusa, pod Jego sztandar jakby to powiedział św. Ignacy Loyola (zob. Ćw. Duchowne 136). Oto święty czas w którym istota ludzka przestaje być głucha na wołanie Boga i staje się gotowa i ochocza do spełnienia Jego Najświętszej woli. (zob. Ćw. Duchowne 46). Zaczyna żyć już nie tylko dla siebie, lecz dla Boga i dla ludzi.

Ryszard przyjął Chrystusowy pokój i miłość oraz mocne postanowienie trwania z Jezusem w przyjaźni. Zrozumiał też, że to nie jest tylko jakieś przelotne wrażenie. Zapytał nas jak utrzymać ten stan. Zachęcaliśmy go więc, do wejścia we wspólnotę Kościoła i zaangażowanie się w jego działalność. Sugerowaliśmy, o ile to możliwe, o wejście w małą wspólnotę przyparafialną nastawioną na służbę Bogu i Kościołowi. Zachęcaliśmy go ponadto o codzienne naśladowanie Jezusa w głoszeniu Dobrej Nowiny (zob. Mk 16,15), a także trwanie na modlitwie, w sakramentach i w rozważaniu Słowa Bożego (zob. Dz 2,42).

Przy pożegnaniu Ryszard, dziękował Bogu i nam, że za Bożym zrządzeniem doszło to naszego spotkanie. Gorąco podziękował za ewangelizację, bo przecież „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” (Mt 4,4). Odzyskał sens swego życia w wierze i odnalazł cel swej ziemskiej wędrówki w Bogu. Odszedł uradowany swoją drogą (zob. Dz 8,39).

My zaś dziękowaliśmy Bogu, że przez ta ewangelizację obdarzył i Ryszarda i nas ewangelizatorów swą łaską, umocnił naszą wiarę. Zrozumieliśmy , że każdy chrześcijanin ma świadczyć o Jezusie w każdym miejscu, w każdym czasie i w każdej sytuacji. Jezus i Kościół wysyła każdego z nas, aby ewangelizować, a Bóg błogosławi i dokonuje cudów nawrócenia. Zobaczyliśmy, że ta posługa jest nie tylko najważniejsza ale i najpilniejsza. Bóg stawia nam na naszej drodze ludzi, których mamy zewangelizować, lub choćby, o ile to możliwe, dać świadectwo słowem lub/i czynem.

Pilność głoszenie kerygmy można porównać do pomocy pogotowia ratunkowego umierającym ludziom. Pogotowie ratunkowe ratuje życie ciała, a głoszenie kerygmy Boże życie w ludzkiej duszy. Jeżeli nie zrobimy tego natychmiast i odstąpimy od głoszenia kerygmy, to na reanimację, a raczej wskrzeszenie życia Bożego w każdym napotkanym człowieku może być za późno. Nie mówmy sobie, że zrobi to kto inny, w innym czasie, lub że zrobi to Bóg za nas. Właśnie Bóg ustanowił Kościół po to, aby ratował dusze ludzkie i kontynuował Chrystusowe dzieło zbawienia. To Kościołowi Bóg powierzył to zadanie i nikt od tego obowiązku nie jest zwolniony.

Jak uczy Sobór Watykański II i nauczanie Papieża Pawła VI, Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka odnośnie świeckich, że ich „Apostolstwo nie polega (...) na samym tylko świadectwie życia. Prawdziwy apostoł szuka okazji głoszenia Chrystusa również słowem, bądź to niewierzącym, by ich doprowadzić do wiary, bądź wierzącym, by ich pouczyć, umocnić i pobudzić do gorliwszego życia, "albowiem miłość Chrystusowa przynagla nas" (2 Kor 5, 14), a w sercach wszystkich powinny znaleźć oddźwięk owe słowa Apostoła: "Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii" (1 Kor 9, 16). (Sobór Watykański II, Apostolicam Aquositatem, DA 5).

Zwyciężyliśmy. Dusza Ryszarda została uratowana. Czy uczyniliśmy to swoją mocą? Co na to Pismo Święte? Ono mówi: „A oni zwyciężyli dzięki krwi Baranka i dzięki słowu swojego świadectwa i nie umiłowali dusz swych - aż do śmierci” (Ap 12,11). Jezus znów zwyciężył i swe ukochane dziecko uwolnił z więzów uzależnienia oraz wskrzesił w nim życie Boże właśnie w ten sobotni wieczór przed mozaiką przedstawiającą św. Michała Archanioła pokonującego szatana.

Chwała Panu!