Never give up - nigdy nie poddawaj się. Świadectwo Piotra z Przystanku Jezus 2018
Dodane przez Zbigniew Kowalski dnia 17.08.2018
Na Przystanku Jezus było pełno takich koszulek z tym napisem jest to jedna z "firmowych" koszulek wspólnoty Tymoteusz- organizatora: never give up - nigdy nie poddawaj się| Nie podobała mi się, ale zmieniłem zdanie przez młodego, niepozornego 23-24 latka z Wrocławia. Na Eucharystii, miałem kryzys z powodu upału, przestało wiać, miałem wrażenie, że zemdleje, że mnie wyniosą i odwiozą - do Komunii szedłem ledwo żywy, wcześniej myślałem sobie
- nie pójdę w południe ewangelizować, dopiero wieczorem, nie mam siły!, niech idą młodzi - było mi bardzo źle!
Rozszerzona zawartość newsa
Na Przystanku Jezus było pełno takich koszulek z tym napisem jest to jedna z "firmowych" koszulek wspólnoty Tymoteusz- organizatora:never give up - nigdy nie poddawaj się| Nie podobała mi się, ale zmieniłem zdanie przez młodego, niepozornego 23-24 latka z Wrocławia.

Na Eucharystii, miałem kryzys z powodu upału, przestało wiać, miałem wrażenie, że zemdleje, że mnie wyniosą i odwiozą - do Komunii szedłem ledwo żywy, wcześniej myślałem sobie
- nie pójdę w południe ewangelizować, dopiero wieczorem, nie mam siły!, niech idą młodzi - było mi bardzo źle!

Po przyjęciu Komunii stało się coś niezwykłego - doznałem wielkiego duchowego umocnienia , fale Łaski spływały na mnie, gdy klęczałem, pojawiły się łzy - u mnie nie spotykane (pamiętam w" religijnej sytuacji" tylko raz). Wielbiłem Boga za tak wielka łaskę umocnienia - po Eucharystii i 2 śniadaniu, to ja byłem tym, który ponaglał
- no dalej już idziemy!

Po kilku godzinach ciało jednak odmówiło posłuszeństwa i marzyłem tylko by usiąść w cieniu, miałem dość ewangelizacji. Dziś do naszej 3 dołączyła biała (habit) siostra Zosia - nasz dobry duch, który nam towarzyszył przez 2 dni. Usiadłem w cieniu, piłem zimną kole i unikałem dyskusji, chciałem odpocząć!
Nagabywała mnie dziewczyna z Lublina, "żona" chłopaka z Wrocławia, odpowiadałem zdawkowo, na odczepnego, w końcu ... odpocząłem i postanowiłem ją z ewangelizować. Szło dobrze, dobrnąłem do połowy kerygmatu - robiłem to sam, bo sam siedziałem reszta siedziała trochę dalej wśród innych festiwalowiczów i rozmawiali.
Wtrącił się chłopak, gdy mówiłem o raju i grzechu pierworodnym;
- to nie tak było! - narysuję ci i zaczyna mi tłumaczyć swoja wersję z Lilith
- znam tą wersję odpowiedziałem (choć on przedstawił trochę inną niż kabalistyczna), ale nie jest to biblijne więc trzymajmy się faktów i wróciłem do ewangelizacji dziewczyny.
Kolejny raz przerwał mi gdy mówiłem o Pascha Jezusa i przedstawił swoją wersję, której nigdy wcześniej nie słyszałem, zakwestionowałem jego wersję jako niebiblijną a on ku memu zdumieniu zaczął cytować Biblię na poparcie i to z sensem. Rozgorzała dyskusja i nie powiedział bym, że byłem górą

- Skąd ty młody człowieku masz taka wiedzę wyrwało mi się
- Jestem duchowym satanistą
- A co to znaczy, znam 2 odłamy, ale duchowych nie
- to tak jak u was ksiądz, ktoś musi uczyć tych baranów, by nie zabijali czarne koty, nie rozwalali nagrobków i nie bazgrali pentagramów gdzie popadnie, bo nam tylko wstyd przynoszą.
- Powątpiewałem więc spytałem - to czego ich uczysz
- tu popłynął płynny monolog w którym 90% przekazywanych informacji było mi obce
- zaskoczony postanowiłem go sprawdzić i zadałem kilka pytań
- zapytany o Ariela zaczął opowieść, która musiałem przerwać, bo końca nie było...
- kolejne próby zagięcia go kończyły się moja całkowita porażką, a on gadał bez końca
- byłem zdumiony, że ten młokos ma taką wiedze ... w pewnym momencie uświadomiłem sobie, że to już nie ja ewangelizuję, ale to on mnie naucza
- Piotrze to cię przerasta, to nie twój poziom uświadomiłem to sobie ze zdumieniem, bo nigdy nie byłem w takiej sytuacji - poczułem się nieswojo
- dziewczyna widząc chyba moje zakłopotanie stwierdziła, że już dzisiaj 3 księży próbowało z nimi rozmawiać i ponieśli porażkę
- w tym momencie otrzymałem ratunek i z wielka ulgą usłyszałem Kryśkę i siostrę Zofię, że spotkali chłopaka, który wziął dopalacze i od 3 dni nie śpi, ma koszmary i że zabierają go do nas, tam jest psycholog.
- idę z wami!, szybko pożegnałem się z parą, życzyłem udanego festiwalu i na odchodne stwierdziłem, by pomyślał czasami o "dobrej stronie mocy ".
Z ulga odchodziłem...
- gdzie idziecie - usłyszałem za plecami
- na PJ, ten największy namiot
- a macie tam egzorcystę?
- nie wiem odpowiedziałem na odczepne (bo nie sadziłem, że chce egzorcyzmu, raczej chce sobie urządzić duchową walkę)
- idziemy z wami - usłyszałem , ku swemu niezadowoleniu
ale pomyślałem, że jest 60 księży, biskup Edward - dadzą radę , bo ja wymiękam!
Po chwili stwierdziłem , że może jednak jest jakaś szansa dla niego. Pokazałem Kryście na dziewczynę i zrozumiała, zajęła się nią a ja na końcu szedłem z chłopakiem. Postanowiłem go wypytać
- Jak się zaczęła twoja przygoda z ciemną stroną - nie chciał wyjawić
ale w końcu dopytany wyznał, że był u bierzmowania, ale :
- zmarła moja babcia
- moja też odpowiedziałem, my też umrzemy, to nie jest powód by obrażać się na Boga!
- ale to była moja mama, ojciec, babcia, dziadek w jednym - jedyna osoba, która mnie kochała, która mnie rozumiała ... a On mi ją zabrał i teraz z Nim walczę
...jest sukces pomyślałem, bo w Odnowie nas uczą, że najważniejsze, to znaleźć przyczynę problemu
dalsze cześć drogi poświeciłem na zdobycie jego zaufania i zebranie jak najwięcej informacji o nim.

Dotarliśmy pod namiot - posadziłem parę po lewej stronie sceny, tam gdzie jadamy posiłki, na scenie trwały jakieś imprezy, wszędzie pod namiotem pełno ludzi - hałas. Poszedłem przynieś im wodę na nasze zaplecze, tam natknąłem się na znanego mi, świeżo wyświeconego księdza z mojej grupy, prawdziwego hanysa, który zaciągał gwarą, siedział z 5 innymi księżmi.
- panowie jest egzorcysta wśród nas
- z tego co wiem nie
- a biskup Dejczak
- nie ma wyjechał gdzieś, a po co ci egzorcysta - nie wyglądasz - zażartował ksiądz
- opowiedziałem im, że ten przypadek mnie przerósł, że ja wymiękam, nie mój poziom, a sprawa na prawdę poważna!
- ku memu zdumieniu mody ksiądz z mojej grupy PJ powiedział, że on się podejmuje zająć chłopakiem
- który ze mną ? padło pytanie do księży,
- ja bym musiał iść do spowiedzi
- ja w takie klimaty nie wchodzę
więc ja powiedziałem, że ja mogę posługiwać, ale jako współmodlący się, że ja się nie boję, ale modlitwy nie poprowadzę, bo nie znam się (byłem siebie pewny, po tym porannym umocnieniu podczas Komunii - zrozumiałem, że to było mi dane właśnie po to!) ... i poszedłem po wodę
Usiadłem z parą piliśmy wodę i gadaliśmy o niczym
Pojawił się młody ksiądz z jakimś nieznanym mi świeckim z PJ, wielkim, silnym człowiekiem w moim wieku z wielką twarzą Chrystusa na koszulce. Zaczęli rozmowę
młody był rozczarowany, że nie ma egzorcysty, żadnej modlitwy nie chciał, szukał wymówek, które staraliśmy się w 3 zbijać i namawiać, w końcu stwierdził, że żona się nie zgadza, że kocha go właśnie takiego.
Namówić ją nie było łatwo na zgodę, ale obiecałem jej lepszy model tego samego i w końcu się zgodziła.
On przyparty do muru przez Krzysztofa - (ten świecki - nie mam jego zgody na napisanie czegoś więcej o nim - Krzysztofie jeśli czytasz to odezwij się!), bo to on przejął inicjatywę i uzyskaliśmy zgodne na modlitwę
Chłopak siedział na podłodze głowę miał pochyloną a ręce splecione, ja ukląkłem! po jego lewej stronie i rękę położyłem mu na ramię a ponieważ nie wiedziałem co będzie się działo i jaka to będzie modlitwa to przypomniałem sobie słowa mojego Ojca Założyciela Wspólnoty, ks, Piotra, który zawsze mówił:
- jak nie wiesz co robić jak się modlić to uwielbiaj Boga i oddaj mu chwałę - nie ma mocniejszej modlitwy niż wielbienie Boga.
tak właśnie robiłem cały czas.
Krzysztof położył mu rękę na drugim ramieniu a ksiądz na głowie i ku memy zdumieniu modlitwę poprowadził Krzysztof Do końca nie wiem co to było, bo hałas był duży.
Dziewczyna jak zobaczyła co się dziej wstała i posła pod scenę i usiadła
Krzysztof długo z nim dialogował o Bogu, w końcu usłyszałem niewyraźnie ale na pewno
- wyrzeczenie się szatana i wszystkich jego spraw (zaczął się lekko trząść ... i zwątpiłem w tym momencie czy młokos ksiądz wie co robi i na co się porywa i kim jest ten świecki!, ale wróciłem do wielbienia Boga i Mu zaufałem)
- związanie nie wiem dokładnie czego ale trochę to trwało i młody miał sam pomyśleć co to ma być
- uzdrowienie zranienia związanego ze śmiercią Babci (powiedziałem im)
- uwolnienie
- przyjęcie Jezusa za jedynego swojego pana i Zbawiciela
- napełnienie Miłością Ojca i Duchem Świętym - tu się już włączyłem, bo to znałem
- na koniec inicjatywę przejął ksiądz, który się jakoś pomodlił nad nim i zakończył krzyżem na czole...
... młody człowiek wyprostował się i ... przytulił księdza dziękując , później Krzysztofa , a mnie po jakiś takim ociąganiu . Podeszło 2 księży, który z daleka towarzyszyli nam modlitwą, podobnie jak Jan i kilka innych napotkanych osób, które prosiłem o modlitwę osłonową, jak byłem po wodę.
Moja koszulka była mokra, kolana obolałe, ale to był jeden z najszczęśliwszych dni mojego życia
Stwierdziłem, że zasłużyliśmy na kawę, zimną lemoniadę lub szejka, co kto chce- zebrałem zamówienie, młody człowiek wybrał kawę - na pytanie jaką biała czy czarną, czy cappuccino - odpowiedział
- czarną
- ej jak czarną! zażartowałem - roześmialiśmy się wszyscy
Pijąc świętowaliśmy, żartując, opowiadał kawały, byłem bardzo podekscytowany i postanowiłem, że z nim posiedzę.
Za plecami usłyszałem miły głos Kryski :
- Piotrze idziemy ewangelizować - koniec przerwy
- ja nie idę teraz nie mogę, pije kawę ( nie miałem nawet chwili przerwy|
nie było zmiłuj nie odpuścili, dali mi tylko dopić kawę, a Krzysztof powiedział, że z nim zostanie i zaopiekuje się. ksiądz widziałem, że poszedł do dziewczyny i z nią usiadł.
Ja się pożegnałem i poszedłem do tych do których Pan mnie posłał...

Chwała Panu Miłosiernemu.!

Świadectwo pochodzi ze strony:
https://zchrystusem.pl/viewtopic.php?f=26&t=8508&p=171968&hilit=Przystanek+Jezus#p171968
Autorem jest Piotr Drop z Odnowy w Duchu Świętym "Dom na Skale". Przez kilka godzin ewangelizowaliśmy, inne osoby, nie te opisane powyżej. Było to w dniu 3 sierpnia 2018 r. na Przystanku Jezus.